Nowy Grunwald – 2015

Nasz dzisiejszy wróg ma potężną nowoczesną broń: propagandę i nieograniczony zasób pieniędzy na opłacenie sprzedajnych dziennikarzy, propagandzistów i manipulatorów. Jednak nie ma rzeczy najważniejszej, nie ma POLSKICH SERC za sobą.

Czytając NEON24, obserwując fora wielu portali internetowych mam przed oczami dzielnych wojowników, dawniej po polsku nazywaliśmy takich rycerzami, poobijanych w niejednej potyczce i walce politycznej, ale dalej rwących się do kolejnej potyczki, waląc często na oślep siebie po łbach nawzajem.

Widzę w nich dzielnych rycerzy, którzy mimo wielu okaleczeń i blizn usiłują podjąć kolejną nierówną walkę, walkę o lepszą przyszłą Polskę, a to znak, że jeszcze nie wszystko stracone.

Jednak przed wyruszeniem na kolejną bitwę koniecznym jest spojrzeć uczciwie w swoje oczy, koniecznym jest odczytać w nich swoją słabość i uznać, że dotychczasowe metody postępowania i walki były niewłaściwe, złe, ponieważ nieskuteczne. Świadomość tego pozwoli w zbliżającej się bitwie zastosować nową taktykę, TAKTYKĘ KTÓRA DAJE MOŻLIWOŚĆ ZWYCIĘSTWA, a nie tylko dostania kolejnego lania i ratowaniem się ucieczką w „odniesienie moralnego zwycięstwa”.

W 2015 roku historia daje nam długo oczekiwaną, wymarzoną przez pokolenia szansę, szansę odniesienia ZWYCIĘSTWA w bitwie o znaczeniu podobnym, jakie miała Bitwa pod Grunwaldem, w której nasi dzielni przodkowie odnieśli zwycięstwo i to takie, które mimo upływu 600 lat pamiętamy, czerpiąc z Ich czynu dumę przez wiele pokoleń.

Czy teraz, po 600 latach jesteśmy w stanie wykazać się ich dojrzałością, mądrością i odwagą, kiedy sytuacja jeszcze nie wymaga od nas ryzykowaniem życia?

Od nas samych zależy, czy tak jak tamci rycerze, nasi przodkowie, staniemy ramię w ramię obok siebie pod jednym dowództwem i odniesiemy zwycięstwo zapisując się w pamięci przyszłych pokoleń podobnie chwalebnie jak Oni, czy też odejdziemy z tego świata z piętnem kłótliwych nieudaczników niezdolnych do wspólnego działania, którzy nie wykorzystali istniejących możliwości, którzy sami zniszczyli swój kraj i pomyślną przyszłość następnych pokoleń Polaków.

Nasi przodkowie do Bitwy pod Grunwaldem wystawili wiele Polskich Chorągwi i to chorągwi mówiących różnymi językami, nie rozumiejących się nawzajem, które pod jednym rozumnym dowództwem dokonały niemożliwego – rozgromiły najbogatszą, najnowocześniejszą w tamtym czasie armię, armię zjednoczonej zachodniej Europy, zmieniając tym los nie tylko Polski, ale wpływając na los całej Europy.

Dzisiaj nasz przeciwnik też jest bogaty i wydaje się potężny jak niegdyś.

Dysponuje potężną nowoczesną bronią: propagandą i nieograniczoną ilością pieniędzy z budżetu Naszego Państwa, a jeżeli tego źródła byłoby mu mało to otrzyma więcej pieniędzy z ambasady Niemiec czy USA, tak jak otrzymał w wielkich pudłach dolary w małych nominałach na zbrodnie w Kiejkutach.

Nasz dzisiejszy wróg ma potężną broń, propagandę i nieograniczony zasób pieniędzy na opłacenie sprzedajnych dziennikarzy, propagandzistów i manipulatorów to jednak nie ma wszystkiego do zwycięstwa nad NAMI, nie ma rzeczy najważniejszej.

Nie ma POLSKICH SERC za sobą.

Dlatego właśnie dzisiaj historia daje nam wielką i niepowtarzalną szansę dokonania wspaniałego czynu na miarę tego z 1410 roku. ZWYCIĘSTWO jest przed nami, jeżeli tylko zbierzemy POLSKIE CHORĄGWIE, POLSKIE SERCA pod jednym dowództwem i staniemy dzielnie jak nasi przodkowie, ramię przy ramieniu na nowoczesne pole walki NOWEGO GRUNWALDU.

Chorągwi i ich dowódców w których biją POLSKIE SERCA mamy dostatek, ale mamy trudność zebrania ich pod jedno POLSKIE ROZUMNE DOWÓDZTWO. Mimo, że dzisiaj wszystkie polskie chorągwie posługują się tą samą mową, to jednak języki i umysły mamy splątane, splątane kłótniami o nieistotne sprawy i one czynią nas słabymi, bezbronnymi. Jedni uważają, że nosząc numer butów 46 nie mogą stanąć do walki obok tych co noszą numer 40 i na odwrót. Inni toczą między sobą zażarte boje o to, kto bardziej wierzy w Boga i jest mu bardziej oddany, a kto mniej i toczony spór nie pozwala im stanąć obok siebie do walki ze wspólnym wrogiem.

Dzisiejsze Nasze Polskie Chorągwie działają w rozproszeniu – indywidualnie, walcząc na dodatek między sobą. Trzeba wiedzieć, że gdybyśmy nawet wystawili do walki sto dzielnych Polskich Chorągwi, a one wystawiły po jednym najdzielniejszych swoich rycerzy na kandydatów na PREZYDENTA POLSKI, to każda z nich poniesie sromotną porażkę, a wraz z nimi Polska klęskę. Działając jednak odwrotnie, kiedy 100 Polskich Chorągwi podda się jednemu dowództwu, najlepszemu jakie mamy, to działając RAZEM pod rozumnym dowództwem, te same chorągwie osiągną WSPÓLNE ZWYCIĘSTWO.

Weźmy przykład z przodków, z rycerstwa z 1410 roku, których było stać na wspólną walkę pod jednym dowództwem.

Jeżeli do zbliżającej się BITWY zbierzemy wszystkie POLSKIE CHORĄGWIE pod jednym NAJLEPSZYM DOWÓDZTWEM, NAJLEPSZYM Kandydatem na Prezydenta POLSKI, wspierając go zarówno finansowo i organizacyjnie – to mamy szansę na ZWYCIĘSTWO i to ZWYCIĘSTWO mające nie mniejsze znaczenie dla przyszłości Polski i Polaków jak to w Bitwie pod Grunwaldem 1410 roku.

Nasz dzisiejszy przeciwnik rzuci na swoją szalę jak zwykle KŁAMSTWO wspomagane nieograniczoną ilością pieniędzy, my na swoją szalę możemy położyć tylko PRAWDĘ, ale ONA sama bez naszego wsparcia i udziału nie przeważy szali przeciwnika.

Jeżeli jednak na tę szalę do PRAWDY dołożymy skromnie po dziesięć złoty na pokrycie niezbędnych kosztów i SWOJE SERCA to ZWYCIĘSTWO i radość z jego odniesienia jest przed nami. I to będzie tylko zdrowy zaczyn przyszłych zmian w Naszej Ojczyźnie.

Dlatego koniecznością jest organizowanie zbiórek pieniędzy od wyborców po 10 złoty na POLSKIEGO KANDYDATA NA PREZYDENTA, ponieważ tak zebrane pieniądze to udokumentowane poparcie dla NASZEGO KANDYDATA i jego moralne prawo do bycia NASZYM, POLAKÓW KANDYDATEM i PREZYDENTEM. Im więcej pieniędzy w ten sposób zbierzemy tym większe będą szanse JEGO I NASZEJ z NIM WYGRANEJ.

Henryk Kreuz

Płock, dnia 6-01-2015 roku.

Reklamy
Opublikowano Aktualności i polityka | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Kosowo a polska polityka zagraniczna

Mieszkańcami prowincji Serbii Kosowa są Albańczycy głównie napływowi, którzy od 45 roku uciekali z Albanii do przyległej Serbii, a ci "źli" Serbowie nie wydalali ich do Albanii, bo tam zgniliby w więzieniach za ucieczkę z raju.

W latach 80 byłem tam wielokrotnie i widziałem problem Serbów z tą napływową ludnością. Charakterystyczne dla niej było to, że swój wszelki brud wyrzucała za płot swojego obejścia łącznie z odchodami.

Jestem teraz w Polsce i nie ma tu Albanczyków z Kosowa, ale wygląda jakby tu byli od zawsze. W lasach, obok osiedli, obok ogrodzonych domów – tak za płotem, obok ogrodków działkowych widzę, że część Polaków wiele łączy z Albańczykami z Kosowa, czy też jak kto woli "Kosowarami" – jest to mentalnosc. Kto wie, może nawet właśnie to ta mentalna bliskość rządzących Polską z Kosowarami była przyczyną uznania Kosowa, a nie rozkaz Wielkiego Brata Sama.

Jednak nie sądzę, że pójdzie za tym intensywana wymiana turystyczna.
My nie lubimy cudzego brudu u siebie, za to uwielbiamy brudzić innym, za płotem, sąsiadowi wylać pomyje,  odchody – i jak widać ta mentalność jest też podstawą dotychczasowej polskiej polityki zagranicznej wobec Białorusi czy Rosji, nawet jak potrzebujemy od Rosji jej zasobow energetycznych nie mniej, jak uchodzcy Albańscy potrzebowali pomocy Serbów.

Opublikowano Aktualności i polityka | Dodaj komentarz

Agent „Bolek” i „czarna teczka”

Udostępniam głos uczestnikowi historii Stanisławowi Tymińskiemu. Poniżej tekst ze strony http://rzeczpospolita.com

W polskiej prasie w tych dniach toczy się wielka dyskusja na temat nowej książki o „wczesnym” Lechu Wałęsie i jego pracy w charakterze odpłatnego agenta SB na początku lat 70-ch. Autorzy, młodzi historycy IPN nawet podają sumę jego wynagrodzeń: Zł. 13,100, co było wtedy odpowiednikiem półrocznej pensji. Cieszę się, że nareszcie prawda o tym człowieku wychodzi na jaw ponieważ przez 18 lat dyskusja na ten temat była pod cenzurą elit „okrągłego stołu”.

W 90 roku jako kandydat na urząd prezydenta RP dostałem tysiące listów od moich sympatyków. Niektóre z nich opisywały mego kontrkandydata jako złodzieja, bandziora, mordercę, dręczyciela rodziny i odpłatnego donosiciela SB. Dla dobra Polski nie miałem zamiaru podjęcia publicznej dyskusji na tak wulgarne i kontrowersyjne zarzuty. Kampania wyborcza to nie sąd, gdzie można przeprowadzić konkretny proces dowodowy i dać możliwość obrony oskarżonemu o tyle nikczemności. A kandydat na prezydenta RP nie może sam osądzać bo musi pokazać, że będzie godnym stróżem prawa.

Jednak 9 dni przed końcem drugiej tury byłem przez mego rywala sprowokowany do dyskusji na temat jego przeszłości, co go niezmiernie rozjuszyło. Stało się to w czasie wspólnej konferencji prasowej w TVP przy ogladalności około 20 milionów Polaków. Otóż Lech Wałęsa bez powodu bardzo mnie obraził nazywając agentem KGB. Na to ja z kolei odparłem, że mam pewne materiały na temat jego przeszłości, które chciałbym z nim przedyskutować w czasie wspólnej debaty przed końcem kampanii wyborczej. Jakże on wtedy się zaczerwienił i tupał nogami pod stołem. Nie mógł sie nawet koncentrować na czytaniu żółtych karteczek, które mu podawano aby wiedział o czym mówić. Kamery TVP skupiły się wtedy na mojej czarnej teczce, która stała pod stołem i wypełniła ekrany telewizorów w całej Polsce. Byłem ogromnie zdziwiony, kiedy po zakończeniu tej konferencji prasowej nieoczekiwanie podszedl do mnie Wałęsa, schylił się i wyszarpał mi prawą dłoń aby uścisnąć mi rękę ku uciesze wielu fotoreporterów. Ja wcale nie miałem chęci podania mu ręki. Wstyd mi było rywalizować z wielkim mitem „Solidarności” za którym stał mały człowiek podłego charakteru.

Bardzo żałuję, że w czasie tej wspólnej konferencji prasowej, przy tak wielkiej oglądalności tego programu na żywo, że dosadnie nie zapytałem wtedy Lecha Wałesy: był pan agentem SB o imieniu „Bolek” w Stoczni Gdańskiej, tak czy nie? Zabrakło mi wtedy doświadczenia walki wyborczej z tak nikczemnym przeciwnikiem, który był wspierany przez żądnych władzy ludzi, którzy nami gardzą i zrobią wszystko co możliwe aby nie dopuścić aby Polacy mieli swego reprezentanta na tak ważnym stanowisku. Kiedy na sam koniec kampanii wyborczej w budynku TVP żydowska dyrekcja zaprosiła mnie na kawę, zadałem im pytanie dlaczego posunęli się do tylu kłamstw i oszczerstw, odpowiedź brzmiała „aby nie wymienił nas pan na Peruwiańczyków”.

Lech Wałęsa nigdy mnie nie przeprosił za pomówienie o agenturę KGB, co dla każdego Polaka jest wielką obrazą. Podczas obalania rządu Olszewskiego, kiedy Macierewicz robił nieudolną próbę lustracji, Wałęsie puściły nerwy i na papierze listowym kancelarii prezydenta podpisał oświadczenie, że coś tam donosił tylko kilka razy. To pisemne oświadczenie natychmiast odwołał ale mam jego kopie do tej pory.

Czytałem tylko publikowane w prasie fragmenty tej nowej książki IPN o wczesnym Lechu Wałęsie, ponieważ nie jest ona jeszcze dostępna. Mam nadzieję, że jest ona prawdziwa i opisuje jego dzieciństwo w Popowie, jego działalność na cmentarzu we Włocławku, ucieczkę na Wybrzeże i współpracę z SB pod pseudonimem Bolek. Tylko tak Polacy będą mogli ocenić charakter tego nikczemnego człowieka, który zawsze reprezentował interesy obcych i wrogich nam ludzi. I to że przez 5 lat był prezydentem fałszywym, nie tylko dlatego, że wybory w 90 roku były zmanipulowane przez wrogą nam prasę i na koniec sfałszowane przez tajne służby wojskowe i policyjne, ale głównie dlatego, że on zawsze służył tym, których się bał. To dlatego poznanie charakteru tego człowieka jest niezmiernie ważne dla nas Polaków. Nas się nigdy nie bał bo zawsze miał ochronę z urzędu. A litości nad nami u niego śladu nie było. Polacy muszą wiedzieć jaki charakter ma człowiek, który piastował stanowisko prezydenta w pierwszych pięciu latach reformy ustrojowej, kiedy to Polska praktycznie straciła cały narodowy majątek.

Nigdy nie narzekam, że nie zostałem wtedy wybrany prezydentem. Z całą pewnościa ocaliło mi to życie, bo nigdy bym nie pozwolił na grabieżczą lichwę Balcerowicza i złodziejską prywatyzację oraz oddanie wielu kluczowych instytucji w ręce obcych i wrogich nam ludzi. Jednak bardzo mi żal oszukanych i poszkodowanych przez prezydenturę Lecha Wałęsy ludzi.

Kiedy po wyborach w 90 roku wróciłem do mego domu w Kanadzie, byłem bombardowany przez liczne telefony tutejszych Polaków, którzy byli wściekli, że odważyłem się atakować ich idola. Parafrazując „mniejsze zło” w dyskusji na temat tej nowej książki o „naszym” Lechu uważam, że Polacy muszą poznać całą prawdę o tym człowieku, nawet jeśli oznacza to ruinę mitu „Solidarności”, której on formalnie dowodził. Na nic nam jego dobre imię za granicą, jeśli nie można tego jakoś spieniężyć czy włożyć do garnka. Jego dobre imię nie jest warte funta kłaków. Wręcz przeciwnie, nasi wrogowie potrzebują symbolicznego Wałęsy o wiele bardziej niż my, bo on jest dla nich symbolem ideologicznego zwycięstwa nad komunizmem i dostępu do naszego rynku zbytu.

Ciekawym wątkiem tej nowej książki jest opis jak Lech Wałęsa już jako prezydent łamiąc prawo niszczył dokumenty ze swojej teczki SB. Dzisiaj, będąc pewien, że wszystkie dokumenty zostały zniszczone zapiera się, że agent Bolek, to nie on. A jednak nie udało mu się zniszczyć wszystkich dokumentów i świadków jego nikczemnej działalności. SB ścigało wielu ludzi, na których on pisał donosy i którzy dziś mają prawo wystąpienia do IPN o status poszkodowanych. Nie tak łatwo można zatrzeć ślady podłej nikczemności.

Poznanie prawdy jest często brutalne ale konieczne do sanacji kraju jakim kiedyś ma być Polska, ta kochana i wymarzona ojczyzna dla nas wszystkich. Ojczyzna bez kościotrupów w szafach i bez fałszywych mitów, aby młodzi ludzie, których wtedy nie było na ziemi, nie popełnili w przyszłości tych samych błędów. Prawda czy kłamstwo to „być lub nie być” dla naszej polskości. To dlatego polskojęzyczne media i znane z antypolonizmu osobistości chcą spalić tę ksiażkę jeszcze przed jej wydaniem. Bo z tą nową pozycją runie mit człowieka, którego oni sami wypromowali aby nim manipulować dla własnych korzyści. Tym samym runie legenda Komitetu Obrony Robotników, bo jakże „komandosi” przez tyle lat mogli bezwiednie wspierać nikczemnego człowieka aż na stanowisko prezydenta. Przypomnę, że ci sami ludzie kiedyś kłamliwie nazywali mnie agentem SB w myśl zasady „złodziej krzyczy łapaj złodzieja”. To dlatego teraz ci wrodzy nam ludzie najgłośniej argumentują przeciw wydaniu tej książki. Ale prawda o Lechu Wałęsie musi wyjśc na jaw, choćby dla dobra tych ludzi, na których on donosił, później szykanowanych i prześladowanych przez SB.

Autorom tej publikacji gratuluję odwagi. Jeśli po jej przeczytaniu uznam ją za prawdziwą, ufunduję im cenną nagrodę za pracę, tak ważną dla mnie osobiście i dla Polski.

Stanisław Tymiński

18 czerwca 2008, Acton, Ontario

Opublikowano Aktualności i polityka | Dodaj komentarz

Wałęsa : Bolek Lolek i Spółka

Nie ma żadnego znaczenia czy Pan Wałęsa był "Bolkiem" czy "Lolkiem", Kaczyński "Kaczorkiem", a Kwaśniewski "Kat"-em w czasach PRL, ale ma znaczenie to, że po 1989 roku działał wraz z innymi w interesie obcych Państw, obcego kapitału, firmował ekonomiczny rozbiór Polski, czyniąc z nas na przyszłe pokolenia wasali i najemników. NAS, dumnych Polaków mających siły i zapał by uczynić całą POLSKĘ DUMNĄ i SZANOWANĄ z której nikt nie chciałby uciekać, dającą warunki rozwoju i do realizacji się o takim rozmiarze by zdolne i kreatywne jednostki nawet z innych państw np. "starej Europy" widziały w Naszym Kraju lepsze szanse wykorzystania swoich zdolności, aby Ich zdolności, nie tylko nasze, zaprząc do pracy na rzecz naszej pomyślności.

Było to możliwe, jednak w ogóle nie myślano o tym by dać szansę rozwoju Polakom w Polsce, a słowa przeczyły czynom, niektorzy byli zawsze "za a nawet przeciw". Pazerna zgraja gołodupców, jaka na fali światowych wydarzeń, dorwała się do władzy w Polsce dokonała w bardzo krótkim czasie, korzystając z danego im zaufania, najgorszej zbrodni jaką można wyrządzić NARODOWI, pod dyktando obcych Państw i za ich pieniądze uczyniła z Polski obcą kolonię, w której tubylcy zostali zepchnięci na margines życia ekonomicznego a przez co i politycznego.

Pan Wałęsa burzy i wścieka się jak inni twierdzą że był agentem SB, zapominiał biedak tylko jak wraz z całą kamarylą Michnika i SB publicznie na 1000 sposobów "krzyczał" do Pana St. Tymińskiego: "agent KGB, agent Kadafiego, SB-ek, do buszu, do Peru", itd. itp.

Nie slyszałem aby kiedykolwiek Wałęsa przeprosił Polaków, że został prezydentem dzięki tym oszczerstwom i oszustwom. Nie słyszałem by przeprosił Pana Tyminskiego za te klamliwe i oszczercze słowa. Jakim prawem domaga się szacunku do siebie nie majac za grosz szacunku do innych? Nie mówiąc już o towarzystwie Michnika, które tę spiralę kłamstw i oszczerstw nakręcało w celu by ich marionetka L.W. został prezydentem Polaków.

Henryk Kreuz
Opublikowano Aktualności i polityka | Dodaj komentarz

Władza czy Mafia – porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika

Mówi się i pisze, ze w sprawie SP Krzysztofa Olewnika było bardzo dużo błędów i zaniedbań i gdyby nie one to ŚP Krzysztof Olewnik byłby uratowany.

To nie tak.

O głupocie można mówić jak dotyczy działania jednej lub dwu osób w jednej sprawie. O zaniedbaniu, kiedy tej głupoty nie zauważyła trzecia np. nadzorująca pierwszą i drugą, ale taka sytuacja nie zachodzi w tej sprawie.

 
W sprawie ŚP. Krzysztofa Olewnika mamy tych „błędów i zaniedbań” dziesiątki na dodatek popełnionych nie przez jednego „niedorozwoja”, ale przez dziesiątki ludzi, od Ministrów poprzez wszystkie szczeble władzy i nadzoru w dół w Prokuraturze i Policji.

Wskazuje to jednoznacznie, że wszystkie te „błędy i wypaczenia” były działaniami sterowanymi i koordynowanymi w celu niewykrycia sprawców.

Nie można przecież uznać za przypadek czy głupotę nie sprawdzenie anonimu wskazującego z nazwiska porywacza i gdzie przetrzymywany jest porwany. Z tą wiedzą jeden człowiek o inteligencji zbliżonej do debila, a mający możliwość podejmowania decyzji w prokuraturze lub policji doprowadziłby do uwolnienia porwanego. Co stało się z inteligencja Ministrów i ich zastępców, generałów i komisarzy Policji, Prokuratorów: Generalnych, Krajowych, Okręgowych, Rejonowych?

Aby osiągnąć taki wynik niemożności jak w tej sprawie ośrodek korelujący działania (sterowniczy) musiał znajdować się bardzo wysoko w hierarchii oficjalnej władzy. Takiego efektu niemożności nie mogła uzyskać głupota jednego czy drugiego prokuratora albo policjanta, ale działania decydenta(ów) na samym szczycie władzy, mającego możliwość specjalnego doboru ludzi do zespołu prowadzącego tę sprawę, z klucza: ignorantów, przestępców i półgłówków.

Obraz władzy w Polsce.

Jeżeli popatrzymy na Polskę i jej wszystkie rządy po 1989 roku – to widzimy dryfujący kraj z władzami, które nie są w stanie cokolwiek zrobić pożytecznego dla Kraju, a jeżeli już podjęły się cokolwiek zrobić, to i tak z jakiś tam przyczyn im to nie wyszło.

Oficjalna, ta widoczna władza jest nieskuteczna – każdy widzi.
 
W tym samym czasie baczny obserwator zauważył jednak, że w tym samym czasie – kiedy oficjalna władza jest bezradna jak małe dziecko – z wyjątkową sprawnością, wymagającą bardzo dobrej organizacji i koordynacji, zarządza się Polską: niszczy uczciwych rzetelnych ludzi, promuje miernoty i przestępców w strukturach oficjalnych władz w tym w: policji, sądach, prokuraturach; sprzedaje za bezcen fabryki, huty, banki itp., „znika”: 90% polskiej własności i 500mld$ zaciągniętych kredytów, pieniądze na budowę autostrad i dróg, giną ministrowie i generałowie od strzałów w głowę bez wykrycia sprawców.

Te nieformalne działania, ich zakres oddziaływania i skuteczność – podejmowane wbrew interesom Państwa Polskiego – świadczą, że istnieje ośrodek koordynujący te działania – nazwijmy go chwilowo WŁADZĄ UKRYTĄ. Zakres jej oddziaływania i skuteczność prowadzi do wniosku, że to ta nieformalna WŁADZA w rzeczywistości sprawuje w Polsce władzę, ponieważ jej zakres oddziaływania pokrywa się z zakresem władzy oficjalnej, z tą jednak różnicą, że jej skuteczność wielokrotnie przewyższa skuteczność oficjalnej.

 

Na przykładzie działań w sprawie ŚP. Krzysztofa Olewnika widać jak na dłoni, że oficjalna władza przejawia dziwną niemoc, tak jakby osoby ją sprawujące były w 100 % idiotami. To pozwala postawić tezę, że oficjalna władza jest tylko POZORNĄ, a właściwy ośrodek władzy w Polsce stanowi MAFIA, której oddziaływanie na władze oficjalną tj. tą POZORNĄ tak jaskrawo widoczne jest w działaniach i zaniechaniach tej władzy, a mających na celu nie odnalezienie porwanego SP. Krzysztofa Olewnika i niewykrycie sprawców.

Pozostaje problem przyczyny takiego działania WŁADZY w sprawie Krzysztofa Olewnika. Dlaczego takie działania i zaniechania podjęto?

Oceniając oficjalną wersję przyczyny jako nieudolność i głupotę kilkudziesięciu ludzi, którzy popełnili kilkadziesiąt błędów w toczącym się postępowaniu, począwszy od Ministrów po szeregowych Prokuratorów i Policjantów – to wersja ta jest nie do przyjęcia. Z przyjęciem tej wersji należałoby wszystkich mających związek ze sprawą, w tym i mądrale takie jak R. Kalisz, uznać za debili i natychmiast odsunąć od pełnienia jakichkolwiek funkcji w państwie. Takiemu przyjęciu przeczą też fakty w sprawie K. Olewnika, np. ten, że Prokurator chciał aresztować siostrę porwanego, Danutę Olewnik, na podstawie sfałszowanego dokumentu – bilingu rozmów (ktoś musiał mieć jakiś cel w jego sfałszowaniu).

 

Inaczej wygląda ta sama sytuacja, jeżeli te same działania WŁADZY podjęte w celu nieodnalezienia porwanego i niewykrycia sprawców porwania przypisze się WŁADZY UKRYTEJ – tj. MAFII. W tej sytuacji przyczyna takiego a nie innego działania władzy zaczyna być zrozumiała.

Najbardziej prawdopodobną przyczyną, znaczy celem MAFII było zmiękczenie zamożnych ludzi, by nie opierali się w płaceniu tej MAFII haraczu. Porwanie syna zamożnego człowieka prawie na oczach całej Polski, pokazywanie udręczenia rodziny i niemożności WŁADZY w uwolnieniu porwanego, następnie aresztowanie (nieudana próba) siostry porwanego, mogło doprowadzić do całkowitego zniszczenia Rodziny Olewników – mimo jej zamożności, jako przestroga dla innych dla wymuszenia ich uległości.

Celem całej akcji mógł być pokaz możliwości tej MAFII (której rzekomo nie ma), możliwości zniszczenia przez nią każdego kogo tylko zechcą, przy wykorzystaniu do tego celu zarówno bandytów jak i Policji i Prokuratury – POKAZ w celu zastraszenia innych potencjalnych opornych.

W tej sytuacji jakiekolwiek przeprosiny osób z tzw. świecznika są kpiną.
Niech oni lepiej pokażą społeczeństwu polskiemu, co zrobili z własnej inicjatywy i we właściwym czasie by z rąk bandytów uwolnić Krzysztofa Olewnika, ewentualnie, kto lub co, uniemożliwiło im uwolnienie.

Nie zrobili NIC – latami mataczyli w sprawie by do jego uwolnienia, a po zamordowaniu, i do wykrycia sprawców nie doszło (przeciętny człowiek mając tylko anonim z nazwiskami sprawców porwania i miejscem przetrzymywania porwanego uratowałby życie K. Olewnikowi, a oni NIE).

To ICH zaniechanie jest wystarczającym do oskarżenia ICH o przynależność do MAFII, do MAFII, która między innymi zamordowała i Krzysztofa Olewnika.

 

Oby męczeńska śmierć Krzysztofa Olewnika, jego i jego rodziny udręczenie było wystarczająco głośnym sygnałem POBUDKI: OBUDŹ SIE POLAKU, OBUDŹ SIĘ zanim ze wszystkiego Cię okradną, obedrą z godności a nawet skóry.

 

Henryk Kreuz

Opublikowano Aktualności i polityka | Dodaj komentarz

W imię obrony radzieckiego stylu życia

Czyli, moi Kachani, nie oceniajcie innych pochopnie.

Polska, rok 1981.
Polska władza na czele z przywódcami PZPR przystaje do społeczeństwa.
ZSRR uznaje to za wrogi akt i kontrrewolucję. Nie może pozwolić na jakikolwiek wyłam w swojej strefie wpływów, ponieważ grozi to destabilizacją całego imperium budowanego mozolnie przez dziesięciolecia, imperium legalnego, akceptowanego przez tzw. opinię światową i stworzonego na podstawie wcześniejszych porozumień międzynarodowych.
W tym czasie armia ZSSR na terenie Afganistanu prowadzi misję stabilizacyjną. Państwa awanturnicze na czele z USA zwanym "imperium zła" usiłują destabilizować sytuację w Afganistanie. CIA-służby specjalne imperium zła, powołuje do życia AL Kaidę – organizację terrorystyczną z zadaniem dokonywania aktów terrorystycznych przeciwko ZSRR.

Na terenie Afganistanu i ZSRR dochodzi do serii aktów terroryzmu. ZSRR ogłasza totalną wojnę z terroryzmem. W atakach terrorystycznych aktywny udział bierze Polak Radosław Sikorski. Zdaniem Prezydenta ZSRR R. Sikorski jest szefem komórki wschodniej Al Kaidy, po dokonanych atakach ukrył się w Polsce i z jej terenu przygotowuje dalsze ataki terrorystyczne. ZSRR żąda od Polski prawa poszukiwania terrorystów na całym jej terytorium. Dla Polaków to potwarz, Rząd odmawia zapewniając, że Radosław Sikorski nie ukrywa się w Polsce, a na jej terenie nie ma baz terrorystów AL Kaidy.

Grudzień 1981 roku.
ZSRR wykorzystując jako pretekst udział R. Sikorskiego w aktach terrorystycznych dokonuje militarnej inwazji na Polskę, uzasadniając ją koniecznością zniszczenia baz Al Kaidy i pojmania terrorystów, głównie R. Sikorskiego – odpowiadającego za wiele ataków terrorystycznych na ZSRR. Polska nie zgadza się z argumentami ZSRR, powtarza że na jej terenie nie ma baz Al Kaidy, ani Sikorskiego.

Podejmuje samotną straceńczą walkę obronną. Inwazja ma jednak charakter totalny z użyciem napalmu i broni uranowej, a prowadzona jest pod hasłami: walki z terroryzmem i obrony radzieckiego stylu życia.

I tak: po pierwszym tygodniu walki z żołnierzy WP przeżył co trzeci, Warszawa i większe ośrodki leżą w gruzach. Armia WP przestała istnieć, po polach, ulicach leży spalony sprzęt i ludzie. Dowództwo WP przewidując taki wynik bezpośredniego starcia większość zasobów przeznaczyła na walkę partyzancką.

Następuje okres "stabilizacji regionu nadwiślańskiego" przez armię ZSRR i armie sojusznicze, razem liczące około 400 000 żołnierzy i drugie tyle cywilów. Polacy jednak modlą się i walczą, miejsca oporu niszczone są przez okupanta z całą bezwzględnością.
Łódź-Faludża cudem ocalała w inwazji stała się centrum oporu i w 1984 roku – w odwecie za powieszenie na moście kilku ciał żołnierzy Radzieckiej Armii Stabilizacyjnej – została doszczętnie spalona, zrównana z ziemią wraz z mieszkańcami.

Świat patrzy i milczy.

Prezydent ZSRR musiał przyznać, że rzeczywiście na terenie Polski nie było baz Al Kaidy, a Sikorski działał z terytorium Anglii. Twierdzi jednak, że teraz cała Al Kaida przeniosła się do Polski by uniemożliwić jej stabilizację i budowę raju jakim jest radziecki styl życia. Jego zdaniem Armia Radziecka nie może teraz opuścić terytorium Polski, ponieważ Polacy po ich odejściu nie byliby w stanie odbudować swego kraju ze zniszczeń, utworzyć bez ich pomocy demokratycznej władzy i radzieckiego stylu życia, a szczególnie nastąpiłaby dalsza destabilizacja regionu i nasilenie akcji terrorystycznych.

W ramach "stabilizacji nadwiślańskiego kraju" przeprowadzono powszechne wybory, obszar Polski był w nich jednym okręgiem wyborczym. Kandydatów do sejmu było 24 tysiące. Listę kandydatów do sejmu liczącą 125 stron drobnym drukiem zatwierdziło KGB. Nikt nikogo nie znał, ani wyborcy kandydatów, ani kandydaci wyborców. Część społeczeństwa – nie widząc żadnego sensu w stawianiu dalszego oporu – poszła na wybory, każdy kto poszedł otrzymał rację żywnościową w tym 10 litrów wody.
Tak utworzony parlament wyłonił "Polski Rząd", a ten utworzył "Polską Armię", "Policję Polską" i "Polskie KGB", każdemu szczeblowi dowodzenia i zarządzania przydzielono stosowną liczbę doradców. 
Powieszono zdrajcę internacjonalizmu Gen. Jaruzelskiego razem z całym Sztabem Generalnym Wojska Polskiego. Świat obiegł film z nagranej egzekucji. Jaruzelski podszedł do pętli wyprostowany i dumny, przed uruchomieniem przez katów zapadni zdążył wypowiedzieć donośnie ostatnie słowa: "Niech żyje Polska, za Boga Honor i Ojczyznę", w tle dało się słyszeć poniżanie skazańca.

Jest rok 1986, terror obejmuje całe terytorium Polski i nie słabnie. Każdy, kto nie akceptuje obecności "Sprzymierzonych Armii Stabilizacyjnych" jest prześladowany. Każdy, kto żąda opuszczenia przez nie terytorium Polski uznawany jest za "terrorystę" i "wroga radzieckiego stylu życia". Zapełniają się obozy koncentracyjne powstałe w celu izolacji tych terrorystów. Do złamania oporu społeczeństwa w obozach tych stosowane są metody jakie cywilizowany świat dawno uznał za zbrodnie przeciwko ludzkości, od przetrzymywania latami bez sądu i prawa do obrony po wymyślne tortury fizyczne i psychiczne. Ginie bez śladu wiele tysięcy Polaków.

Zdaniem Prezydenta ZSRR – uznawanego w dużej części świata i nawet obywateli ZSRR za ograniczonego umysłowo – walka z terrorystami musi być bezwzględna, bo toczy się o wartość najwyższą: "o radziecki styl życia na całej ziemi, dla którego terroryści są śmiertelnym zagrożeniem".

Część społeczeństwa polskiego widzi bezsens dalszego stawiania oporu, duża jednak część woli umrzeć, choćby z głodu – jak kolaborować ze swoimi prześladowcami. Ponieważ do aktywnej walki wystarczy tylko 10% populacji, a Polaków czynnie biorących udział lub gotowych do walki jest aż 30%, opór i walka trwa.

W 1987 roku w celu przełamania woli oporu Polaków Prezydent ZSRR zwiększa liczebność Radzieckiej Armii Stabilizacyjnej o 40 tysięcy, również Armie pomocnicze Czech, NRD, Rumunii i Mongolii na wezwanie Prezydenta ZSRR pod groźbą zakręcenia kurków z ropą i gazem zwiększają swoje zaangażowanie. Na całym terytorium Polski trwają gwałty, mordy, zarówno na mężczyznach, kobietach i dzieciach. Polacy szukając oparcia w Bogu zapełniają kościoły. Słychać z nich jeden śpiew, jakby jeden wielki chór śpiewał "Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie". Armie Stabilizacyjne zrównały z ziemią wiele kościołów wraz z modlącymi się, ponieważ – zdaniem Prezydenta ZSRR – stanowiły schronienie dla terrorystów i wylęgarnię wrogów radzieckiego stylu życia.

Polakom pozostało żyć w hańbie lub umrzeć godnie. Walczą. 

Polskie straty są ogromne, 300 tysięcy zabitych żołnierzy i 1,5 mln cywili, niezliczone rzesze rannych, dziesiątki tysięcy zaginionych bez wieści, niepoliczalne rzesze okaleczonych psychicznie i fizycznie.
Cała gospodarka leży w gruzach, społeczeństwo głoduje, wyzwolone zostają najniższe instynkty, bandytyzm jest stałym elementem bytu. Pracują tylko stocznie, rafinerie, petrochemie, ale tylko na użytek armii stabilizacyjnych i głównie na rzecz ZSRR w ramach tzw. zwrotu kosztów stabilizacji.

Polska umiera! Radziecki styl życia wydaje się być ocalony.

Opublikowano Aktualności i polityka | Dodaj komentarz